Mania Podróżowania – czemu, dlaczego i po co

Mania – ze starożytnej greki – znaczy szaleństwo, wściekłość, szał, obłąkanie, głupota, zapał, zachwyt (za słownikiem Grecko-Polskim Z. Węclewskiego).

Czyli jest to określenie stanu umysłu bliskiego choroby, a na pewno poza tzw. granicami zdrowego rozsądku. To bardzo dobre określenie mojego stosunku do podróżowania jako takiego. Wszelkie racjonalne powody aby „gdzieś pojechać”, typu: chęć poznania nowych miejsc, nowych ludzi, kultur, zobaczenia czegoś, czego do tej pory jeszcze się nie widziało, bądź po prostu odwiedzenia ponownie miejsc, które się polubiło, da się okiełznać, i podporządkować powodom jeszcze bardziej racjonalnym, jak brak czasu czy pieniędzy. Ale tego czegoś, co pcha człowieka w świat, czasem wbrew wszelkim racjonalnym argumentom, okiełznać się nie da. To drążące pragnienie udania się w drogę przez jakiś czas da się upchnąć pod kapeluszem codziennej rutyny i obowiązków. Ale tylko do momentu, kiedy ciśnienie, jak lawa we wnętrzu wulkanu, nie przekroczy wartości granicznej i nie spowoduje eksplozji. W takich okolicznościach podejmuje się zazwyczaj najgorsze decyzje i wydaje na podróże najwięcej pieniędzy – nie bez kozery w definicji słowa mania obok szaleństwa pojawia się głupota… Doświadczony maniak podróżniczy umie już rozpoznać fazy swojego szaleństwa i w odpowiednim momencie zacząć planować, tak, aby ta – nieunikniona przecież – podróż była nie tylko przyjemna, ale i nie rujnująca dla budżetu.

O czym więc będzie ten blog? O podróżach dalekich i bliskich. Niekoniecznie na koniec świata (tam mnie jeszcze nie zaniosło), raczej o tych destynacjach, które każdy, lub prawie każdy, może bez większego wysiłku osiągnąć. I o zaspokajaniu swojej manii – jakkolwiek by nie patrzeć, to nie jest całkiem normalne 🙂